ZAMKNIĘTE NA STAŁE! – Warszawski Sznyt to kolejna restauracja w Warszawie, która otworzyła się dla gości z początkim marca 2017 r. To czym ma szanse zawojować stolicę to przede wszystkim lokalizacja, rozmach, przestrzeń (ponad 600 m2) i nowatorskie podejście. Do tego wszystkiego rewelacyjni szefowie kuchni: Rafał Zaręba – główny szef, pracujący swego czasu w Atelier Amaro i Michał Węcławek pracujący wczesniej przez 2 lata w restauracji Salto u boku Martina Gimeneza Castro. Restauracja otwarta przez firmę “Restauracje Krawczyk” i trzeba przyznać, że po przekroczeniu progu drzwi widać ponad 20-letnie doświadczenie w restauratorstwie. Restauracja mieści się w bardzo dobrym strategicznie miejscu, przy samym Placu Zamkowym na rogu ulicy Senatorskiej i Podwale. Siedząc w restauracji można spoglądać na kolumnę Zygmunta i Zamek Królewski.
Jeśli chodzi o nowatorskie podejście, to restauracja ma „dwie twarze”. Jest dwupoziomowa i nie w tym rzecz, że ma dwa poziomy. Nowatorstwo polega na tym, że na dwóch poziomach są dwie różne, otwarte na gości kuchnie i dwa różne sposoby podejścia do produktów oraz dwa różne klimaty.


Michał Węcławek i Rafał Zaręba
Parter w głównej mierze typowo śniadaniowy (restauracja jest otwarta od godz. 8.00) i mięsny, gdzie będziecie mogli zjeść świetnego steka i smaki bardziej międzynarodowe. Natomiast pierwsze piętro to raczej fine dining, polska kuchnia w nowoczesnym wydaniu.
Parter – Steakhouse
Wystrój mega ciekawy. Przestrzeń, w której można czuć się bardzo swobodnie. Sala bardzo klimatyczna z otwartą na gości kuchnią i grillem opalanym dębiną… to co tygryski lubią najbardziej 😀 Wszystko co wychodzi z rusztu takiego grilla, ma obłędny zapach palonego drewna. Dodatkowym atutem jest temperatura jaką osiąga. Jest znacznie wyższa niż na przykład przy w przypadku grilli gazowych. Koniecznie musicie spróbować. Jest różnica.



W końcu sali znajduje się dojrzewalnia, czyli wielka przeszklona szafa z dobrodziejstwami dla mięsożerców. Długo sezonowana wołowina „Hareford”. Leżakuje, odpoczywa i spogląda na gości wręcz krzycząc „Zjedz mnie!” 🙂

Zobacz pełne menu grill i śniadania
Piętro pierwsze – Fine dining
Jeśli chodzi o wystrój piętra, to jest on bardziej elegancki a równie klimatyczny. Znajduje się tutaj świetny bar i fortepian z muzyką na żywo. Przy dźwiękach muzyki można spędzić czas bardziej rodzinnie lub biznesowo. W tym wypadku ma być utrzymany klimat Warszawy międzywojennej… Podobnie jak na parterze, w każdej chwili możemy przez szybę podglądać pracę kucharzy, jak się uwijają. Z drugiej zaś strony możemy podziwiać urokliwy Plac Zamkowy. Czyż może być coś lepszego? 😀 Warto tu zaznaczyć, że sala otwarta jest od godziny 12.00. Do tego czasu sala dedykowana jest zorganizowanym spotkaniom o charakterze zamkniętym np. śniadania prasowe lub inne spotkania biznesowe.






Zobacz pełne menu polskie
Teraz może o smakach…
Menu jest bardzo różnorodne, począwszy od prostych śniadań po mega smakowe kompozycje. My mieliśmy przyjemność skosztować tylko kilku świetnych pozycji wybranych z menu. Nasze porcje były typowo degustacyjne, zwykłe porcje są o wiele większe. Przykładowo pierogi z jelenia, my otrzymaliśmy dwie sztuki, natomiast regularna porcja to 5 sztuk. Podobnie jest ze stekiem, ten który otrzymaliśmy był cieńszy niż standardowo. Zwyczajnie będzie on dwa razy grubszy.
Każde danie, które mieliśmy okazję próbować było świetnie skomponowane smakowo i wizualnie, trzymając się zasady „oczy jedzą”. Począwszy od amuse-bouche, w postaci śledzika, poprzez dania główne a na deserach kończąc. (Brawo chłopaki!)
Ostryga Fine de Claire z sosem Shallots&Sour. Dobrze schłodzona, spoczywająca na kruszonym lodzie. Nie ma nic gorszego jak ciepła, sprofanowana temperaturą ostryga. Ta została podana dokładnie tak jak być powinna.

Kolejna przystawka to tatar z sarny. Mięso bardzo delikatne, wręcz rozpływające się w ustach z wyczuwalnym posmakiem jałowca wydobywającego się z majonezu. Do tego dla kontrastu aksamitnej konsystencji mięsa co rusz można napotkać chrupiący karmelizowany słonecznik. Bardzo przyjemne uczucie dla podniebienia.


Następnym daniem, jakie wjechało na stół było ceviche z tuńczyka. W chwili zaświeciły nam się oczy… jak to na nas przystało ceviche moglibyśmy jeść kilogramami. Tuńczyk był delikatny i jędrny. Dodatek sezamu i wakame (glony niesamowicie zdrowe) potęgował doznania smakowe. Jedno jest pewne, jedliśmy już w życiu niejedno ceviche i to jest prawdziwy strzał w 10. Brawo, brawo, brawo! Jeśli jeszcze nie jedliście ceviche, to polecamy rozpoczęcie przygody właśnie w tym miejscu.

Kolejne kulinarne doznanie to bardziej polski klimat. Pierogi. Wydawałoby się, że już nic nie jest nas w stanie zaskoczyć, przecież jesteśmy Polakami i jakieś tam znów pierogi… Ale nie, w tym przypadku pierogi z jelenia bardzo delikatne z rozpływającym się w ustach ciastem. Świetna redukcja z maślaków aromatyzowana miodem pitnym trójniakiem.

Oczywiście nie mogło się obyć bez mięsa. Podano nam antrykot z wołowiny Hareford sezonowany 3 tygodnie na sucho. Wołowina była usmażona w punkt. Dokładnie tak jak lubimy! Mięso z wierzchu pięknie wysmażone i bardzo aromatyczne od palonego drewna dębowego, w środku zaś bardzo miękkie i soczyste. Steakowi towarzyszył bardzo dobry sos demi-glace, fryty i sałata mescan w estragonie. Można się poczuć jak w porządnym Steakhousie.



Dla oczyszczenia kubków smakowym podano nam jeszcze ananasa pod śniegiem z limonki.

Na koniec oczywiście nie można zapomnieć o deserze. Sernik z topinamburu na anyżowej krówce to już była istna petarda smakowa i postawienie przysłowiowej „kropki nad i”. Do tego rodzynki moczone w nalewce z kory dębu i posypany granitą z czarnej porzeczki. Deser, który zapada w pamięci kubków smakowych. Niesamowite doświadczenie smakowe.

Podsumowując:
Czy restauracja ma szansę zaistnieć na kulinarnej mapie Warszawy i odczarować jak do tej pory średniej jakości kulinarną Starówkę? Jest szansa. Zapowiada się bardzo ciekawie. Wspomniany już klimat, świetni szefowie kuchni i genialnie skomponowane menu. Spod ich ręki mieliśmy już okazję jeść dania serwowane w innych lokalach i w sumie spodziewaliśmy się bardzo wysokiego poziomu. Nie zawiedliśmy się. Brawa dla Rafała Zaręby i Michała Węcławka, odwalają kawał pysznej roboty. Jeśli chodzi o lokalizację to restauracja zapewne będzie się cieszyć dużym powodzeniem wśród zagranicznej klienteli. Z jednej strony za sprawą lokalizacji (Starówka), z drugiej zaś strony dlatego, że kuchnia jest mocno ukierunkowana na dwa smaki. Z jednej strony polski. Dzięki temu można poznać polską kuchnię od tej bardzo dobrej strony. Restauracja pokazuje, że Polska może również się poszczycić świetną wołowiną i szacunkiem do produktów. Drugi zaś smak to już ten bardziej międzynarodowy, który w żaden sposób nie odbiega od światowych trendów. Zapewne powrócimy do Warszawskiego Sznytu nie raz i nie dwa… Kuszą smakiem i aż korci żeby spróbować kolejnych specjałów. Brawo, brawo, brawo i jeszcze raz brawo.
Gdzie się mięści Warszawski Sznyt?
Kontakt:
Facebook: Warszawski Sznyt Restaurant
www: http://warszawskisznyt.pl
Ale smakuje tak samo wybornie 🙂
W rzeczy samej 🙂
Otwarta kuchnia to fajny trend… a i ludzie są z natury podglądaczami, więc trend ma prawo bytu 🙂
Steki maja naprawdę wyborne 🙂 A za mięso odpowiada Michał Węcławek. Osiągnął w tym mistrzostwo! 🙂
Ogólnie jest pysznie 🙂
Polecam restauracje – jedna z lepszych w Warszawie
Na lunch zdarza mi się wyskoczyć z roboty do Warszawskiego Sznytu, akurat mam niedaleko, są na Senatorskiej tuż przy placu Zamkowym. Zestawy mają trzydaniowe, zawsze jest co innego, urozmaicają menu co jest moim zdaniem bardzo okej, długo się nie czeka na serwis, widać jak tam kucharze grillują, wszystko jest na widoku klienta, co teraz ogólnie dużo dobrych lokali robi.
Zdecydowanie mogłabym ich steak house Robertowi Burneice polecić:) Sztejki pierwsza klasa, mięcho w najlepszym gatunku!
Ostatnio to się dość regularnie stołuję poranną porą na Senatorskiej w Warszawskim Sznycie. Na dole na parterze podają rano śniadania i jak tylko mam okazję to zachodzę do nich. Jest w karcie coś takiego jak – Syte Angielskie, tam masz dwa sadzone jaja, bekon z grilla, fasola….idzie się tym najeść, a ja tęgi chłopak jestem 😉
Proszę Państwa!!recenzja rzeczowa dużo z niej wyniosłem(dziękuję).Jedna rzecz jeśli Państwo pozwolą;można zjeść DOBRY STEK natomiast nie można zjeść DOBREGO STEKA!! jest to typowy w naszych czasach przykład mylenia dopełniacza z biernikiem(kogo-czego oraz kogo-co)pozdrawiam.A S