Święto Niepodległości w Polsce i w Meksyku

Święto Niepodległości - Polska i Meksyk

Nie wiem, jak Wy, ale ja co roku, gdy zbliża się 11 listopada, mam mieszane uczucia. Z jednej strony duma – wiadomo, Polska, niepodległość, historia, nasi przodkowie walczący o wolność. Z drugiej – trochę smutku, bo to święto, które w Polsce rzadko ma w sobie radość. Częściej powagę, patos, a czasem nawet polityczne przepychanki. I wtedy przypomina mi się Meksyk – kraj, który fascynuje nie tylko przez obłędną kuchnią, dia de los muertos czy tequilę, ale też przez to, jak oni potrafią świętować swoją niepodległość. Bo tam radość i patriotyzm idą w parze, a nie stoją na dwóch końcach stołu jak u nas.

Polak świętuje poważnie

Zacznijmy od naszego 11 listopada. Marsze, flagi, hymny, akademie, apel poległych. W szkołach dzieciaki śpiewają „Przybyli ułani pod okienko”, w telewizji rekonstrukcje historyczne i przemówienia. Jest biało-czerwono, podniośle i… chłodno – dosłownie i w przenośni. Pogoda zwykle jak na listopad przystało: szaro, zimno, lekko deszczowo. Ale nawet gdyby świeciło słońce, to i tak większość z nas obchodzi to święto raczej poważnie, z zadumą. Bo tak nas uczono, że niepodległość to rzecz święta, okupiona krwią, więc należy się cisza, powaga i refleksja.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w ostatnich latach coś się zmienia. Pojawiają się coraz fajniejsze inicjatywy, koncerty, pikniki, a nawet Bieg Niepodległości, który przyciąga tysiące ludzi w biało-czerwonych koszulkach. I to mi się bardzo podoba. Coraz częściej 11 listopada to nie tylko pomniki i defilady, ale też wspólna zabawa, muzyka, sport, energia. Idziemy w dobrym kierunku – tylko że wciąż za często ta radość jest przygaszana przez coś, co nie ma z patriotyzmem nic wspólnego.

Bo niestety, nasze święto bywa przysłonięte przez rozdarcie polskiego społeczeństwa na dwie strony. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Niepodległość to nie jest partyjna flaga. To wspólna sprawa. To coś, co powinno łączyć, a nie dzielić. Niech 11 listopada będzie dniem, kiedy wszyscy możemy powiedzieć: „hej, mimo różnic, mamy coś wspólnego – nasz kraj, naszą wolność”. Bo wolności nikt nigdy nie dał nam na zawsze. Trzeba o nią dbać i pielęgnować ją każdego dnia.

I żeby nie było, że mi się coś w Polsce nie podoba, wręcz przeciwnie. Ten kraj mam w sercu, ale moglibyśmy nasze święto niepodległości odrobinę “przytuningować” 🙂

Meksykanin świętuje z przytupem

A teraz wyobraźcie sobie drugą połowę września. W Meksyku to czas największego święta narodowego: Día de la Independencia, czyli Dzień Niepodległości, przypadający 16 września. I to dopiero jest fiesta! Już dzień wcześniej, 15 września wieczorem, w całym kraju odbywa się coś, co nazywają El Grito – czyli „okrzyk wolności”. To na pamiątkę słynnego momentu z 1810 roku, kiedy ksiądz Miguel Hidalgo stanął przed tłumem w mieście Dolores i zawołał: „¡Viva México! ¡Viva la independencia!” – „Niech żyje Meksyk! Niech żyje niepodległość!”. I ten krzyk słychać do dziś – dosłownie.

Co roku prezydent Meksyku wychodzi na balkon pałacu narodowego w Mexico City i powtarza ten okrzyk przed tysiącami ludzi. A tłum odpowiada mu chórem. Wyobraźcie to sobie: kolorowe światła, flagi, muzyka mariachi, dźwięk trąbek, konfetti, sztuczne ognie, a w powietrzu zapach grillowanych tacos i smażonych churrosów. Cały kraj świętuje, od wielkich miast po najmniejsze wioski. Na ulicach tańce, śmiech, muzyka, rodziny razem. Nikt nie kłóci się o to, kto ma rację, kto był „bardziej patriotą”. Wszyscy po prostu świętują wolność.

Przeczytaj nasz artykuł na temat obchodów święta niepodległości meksyku organizowanego przez Ambasadę Meksyku w Polsce: Dzień Niepodległości Meksyku – historia, tradycja i dumna tożsamość

Dwa różne światy, ten sam sens

I tu dochodzimy do ciekawego porównania. Polska i Meksyk – dwa kraje na zupełnie różnych kontynentach, inne języki, inne historie. A jednak coś wspólnego: obydwa narody przez wieki walczyły o wolność, o prawo do bycia sobą. My mieliśmy rozbiory, oni – kolonizację hiszpańską. My powstania, oni rewolucje. W obu przypadkach – krew, poświęcenie, bohaterowie, cierpienie, ale też ogromna determinacja.

Różnica jest w tym, jak dziś patrzymy na swoją niepodległość. Meksykanie nauczyli się zamieniać pamięć w radość. Nie po to, by zapomnieć o bólu historii, ale by świętować zwycięstwo życia nad zniewoleniem. My w Polsce wciąż bardziej czcimy ofiarę niż zwycięstwo. Wciąż bardziej wspominamy tych, co polegli, niż cieszymy się tym, że żyjemy w wolnym kraju. Może dlatego ich święto jest bardziej taneczne, a nasze bardziej poważne.

Wolność smakuje inaczej

Nie da się też ukryć, że na święto niepodległości wpływa… kuchnia. Tak, serio! W Polsce 11 listopada pachnie raczej gęsiną i rogalami świętomarcińskimi niż bigosem. Na stole pojawiają się rogale z białym makiem- tradycja z Poznania, która na szczęście rozlała się na całą Polskę, co również jest bardzo fajne i tradycyjne, ale jednak bardziej regionalne niż globalne. A w Meksyku? Tam królują dania w barwach flagi: zielone, białe i czerwone. Najbardziej symboliczne to chiles en nogada – papryki nadziewane mięsem, polane białym sosem z orzechów i posypane pestkami granatu. Kolory dokładnie jak flaga Meksyku!

Zobacz przepis: Faszerowane papryki po meksykańsku z sosem orzechowym – czyli chiles en nogada na Święto Niepodległości Meksyku

U nas raczej trudno sobie wyobrazić kieliszek czystej wódki na rynku w południe – zaraz ktoś by uznał to za profanację. A tam to po prostu część tradycji – wspólne picie, śmiech, rozmowy, muzyka. Nie chodzi o to, żeby się upić, tylko żeby razem przeżywać radość. Bo niepodległość to nie tylko powaga – to też wspólnota, serdeczność, duma i zabawa.

A gdyby tak połączyć te dwa światy?

I tu przychodzi mi do głowy myśl: może my, Polacy, też moglibyśmy czasem odrobinę „zmeksykanieć”? Nie chodzi o sombrera i tequilę na Krakowskim Przedmieściu, ale o samą ideę, że wolność warto świętować radośnie. Może po mszy i złożeniu kwiatów pod pomnikiem warto byłoby zrobić też rodzinny piknik? Może więcej muzyki, tańca, śmiechu, kolorów? Niech dzieciaki biegają z flagami, niech gra muzyka, niech ludzie rozmawiają o tym, co ich łączy – a nie o tym, kto „jest większym Polakiem”.

Bo przecież my też mamy czym się cieszyć. Żyjemy w kraju, gdzie można mówić, co się chce. Można podróżować, tworzyć, działać. Nie ma cenzury, nie ma zaborców. Można mieć pasję do meksykańskiej kuchni, prowadzić bloga, pić kawę w niedzielę bez lęku, że ktoś ci powie, co masz myśleć. To też wolność. I warto ją świętować nie tylko w ciszy i zadumie, ale też z uśmiechem i gwarem.

Na koniec…

Zawsze powtarzam, że Meksykanie uczą mnie jednej ważnej rzeczy, że radość też może być formą patriotyzmu. Że można kochać swój kraj tańcząc, śpiewając i śmiejąc się, a nie tylko stojąc na baczność. Że flaga w ręku dziecka może znaczyć tyle samo co pomnik bohatera. I że historia nie musi być ciężarem – może być powodem do dumy i zabawy.

Więc kiedy w Polsce 11 listopada zobaczę flagę powiewającą na wietrze, pomyślę nie tylko o legionach i marszałku Piłsudskim, ale też o Meksykanach, którzy tego samego dnia może akurat jedzą swoje chiles en nogada, śpiewają Cielito lindo i wznoszą toast za wolność. Bo niezależnie od tego, czy mówisz „Niech żyje Polska!” czy „¡Viva México!”, chodzi przecież o to samo – o radość z bycia wolnym.

Niepodległość to nie tylko historia – to sposób, w jaki każdego dnia wybierasz, by być sobą. Pamiętajmy, że wolności nikt nigdy nie dał nam na zawsze. Dbajmy o nią i pielęgnujmy ją, bo to największy skarb, jaki mamy.

Oceń wpis!

Średnia 0 / 5. Liczba głosów: 0

Brak głosów! Bądź pierwszy, który oceni ten wpis.

Skoro uznałeś ten wpis za przydatny…

Śledź nas w mediach społecznościowych!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *