Znasz ten klasyk – impreza, ktoś krzyczy: „Sól, cytryna, tequila!” i zaczyna się rytuał: sól na dłoń, szybki strzał tequili, gryzienie limonki. Niby wiadomo, o co chodzi, ale… czy ktoś z nas kiedykolwiek zastanowił się, skąd to się w ogóle wzięło i dlaczego tequilę pije się z solą i limonką?
Otóż ta cała „ceremonia” nie jest wcale starym meksykańskim zwyczajem, tylko raczej… sprytnym sposobem na ukrycie smaku kiepskiej tequili. Tak, dokładnie w czasach, gdy produkcja nie była jeszcze tak dopracowana jak dziś, trunek często miał ostry, chemiczny posmak. Sól i limonka świetnie to maskowały. Sól pobudzała ślinianki i neutralizowała ostrość alkoholu, a limonka odświeżała usta po 40-procentowym uderzeniu.
To trochę jak z tanim winem i colą w przypadku hiszpańskiego napoju alkoholowego Calimocho – działa, ale nie dlatego, że to święta tradycja.
Zobacz nasz tekst: Calimocho z baskijskiego kalimotxo – przepis na udane spotkanie z bliskimi podczas letnich wieczorów
A jak to się zaczęło?
Podobno wszystko zaczęło się w Meksyku w latach 30. XX wieku, kiedy kraj nawiedziła epidemia grypy hiszpanki. Lekarze zalecali wtedy mieszankę tequili, soli i cytryny jako… lekarstwo! Brzmi szalono, ale podobno miało działać rozgrzewająco i antybakteryjnie. Później zwyczaj przeszedł z aptek do barów i już tam został.
Tyle że w samym Meksyku raczej nikt dziś nie pije w ten sposób dobrej tequili. To trochę jakbyś wlał do coca-coli 25-letniego single malta, a to już wg niektórych zakrawa na profanację. Natomiast cola i whisky to osobny temat, choć zahaczając o niego powiem tylko, że „pij jak lubisz i jak Ci smakuje” :).
Następnie w latach 40-50, po II wojnie światowej meksykańskie w przygranicznych miastach (Tijuana, Juarez) chciały przyciągnąć amerykańskich turystów.„Tequila cruda, sal i sangrita” zamieniono na efektowny show „Poliż sól, wypij shot tequili, ugryź limonkę”. Wyglądało to egzotycznie, smakowało lepiej i zwyczajnie stało się hitem. Ot taki zabieg PR-owy działający po dziś.
Jakiej tequili nie pijemy z solą i limonką?
Zasada jest prosta: jeśli na butelce jest napis „100% agave” – nie mieszaj jej z niczym. Takie tequile (czyli np. Añejo, Reposado, Extra Añejo) to trunki do powolnego sączenia. Pijący je Meksykanie traktują tequilę bardziej jak whisky – z szacunkiem, w małej szklaneczce, czasem z odrobiną lodu.
Z solą i limonką można się bawić przy tequili Mixto, czyli tej, w której tylko część alkoholu pochodzi z agawy, a reszta z cukru trzcinowego. To właśnie ten rodzaj królował na imprezach i wykształcił „rytuał” z cytryną.
Przeczytaj nasz artykuł: Rodzaje tequili i jak ją pić?
A co z mezcalem?
No właśnie – dlaczego z mezcalem nikt nie robi tych cyrków? Bo mezcal to inna bajka. To starszy, bardziej „dziki” kuzyn tequili, destylowany z różnych gatunków agawy, często w glinianych piecach, z dymnym, głębokim smakiem. Sól i limonka tylko by go zabiły.
Zamiast tego, Meksykanie podają mezcal z pomarańczą i solą z larwami agawy (sal de gusano) – tak, dobrze czytasz, zrobioną z suszonych i zmielonych robaczków żyjących w agawie. Brzmi egzotycznie, ale to właśnie ta kombinacja podkreśla jego smak, a nie go przykrywa.
Na koniec…
Więc zanim znów sięgniesz po sól i limonkę, pomyśl, że może warto dać tequili szansę „solo”. Dobra, 100% agawy, potrafi zaskoczyć smakiem, którego żaden cytrus nie przykryje. Spróbuj jej powoli, jak Meksykanie – mały łyk, chwila refleksji, może drugi. A jeśli chcesz przeżyć coś jeszcze bardziej autentycznego – sięgnij po mezcal. Tylko pamiętaj: żadnych cytryn, żadnej soli. Co najwyżej… pomarańcza i dobry humor!
Więc następnym razem, gdy ktoś zaproponuje Ci tequilę z cytryną i solą, zapytaj tylko:
– A jaka to tequila?
Nasza polecajka!
Jeśli chcecie napić się naprawdę dobrej tequili w Warszawie, to z całego serca polecamy lokal Donkey Shoe Bar, o którym już pisaliśmy: Tajemniczy cocktail bar w sercu Warszawy – jak znaleźć Donkey Shoe?