Tak się składa, że w restauracji Mercato Bar Delikatesy byliśmy świeżo po 2-tygodniowej wyprawie po Włoszech, która w głównej mierze była ukierunkowana na poznawaniu nowych smaków. Podczas podróży skosztowaliśmy parę naprawdę świetnych dań. Jak wiadomo, kuchnia włoska obfituje w dania proste, składające się w głównej mierze z makaronów, pomidorów, owoców morza, świeżych ziół itp… To naprawdę prosta i szybka kuchnia, ale i tę trzeba umieć odpowiednio przygotować, żeby nie popsuć. I tak wracając do naszej wizyty w „Mercato” mogliśmy poczuć włoski powiew smaku i zapachu, ale niestety w niektórych przypadkach tylko powiew…
Na degustacji byliśmy przy okazji spotkania z Zomato. Mogliśmy skosztować wiele dań z aktualnego menu, serwowanego w restauracji/sklepie na ul. Pięknej. Dlaczego restauracji i sklepu? Otóż miejsce to jest podzielone na dwie części – restaurację, w której możemy zjeść dania serwowanie w Mercato oraz sklep, w którym możemy kupić prawdziwe włoskie produkty – między innymi sery, oliwki, makarony, czyli produkty, z których przygotowywane są tam dania. Te dwie części bardzo ze sobą współpracują i mocno się przenikają. Po „spożyciu lub przed” można swobodnie zrobić zakupy i wyjść z typowymi włoskimi produktami. Pomysł bardzo dobry, ponieważ z zakupionych produktów można pokombinować coś samodzielnie w domowym zaciszu.

Ale do szczegółów… Na spotkaniu popróbowaliśmy fritto misto, zupę rybną z owocami morza, taglię wołową, kotleciki cielęce z Palermo, spaghetti z owocami morza, canneloni ze szpinakiem, ricottą i sosem pomidorowym, a na deser tiramisu i panna cotta. Rozstrzał smakowy bardzo duży. Nasze wrażenia – w kilku przypadkach z uczucia dość mieszane, najbardziej chyba przy owocach morza.

Na start dostaliśmy zupę rybną z owocami morza. Dość smaczna jeśli chodzi sam płyn, ale znalezione w niej owoce morza nie były już tak dobre jak się tego spodziewaliśmy, najsłabiej wypadły jednak kalmary i to się tyczy wszystkich dań, w których się znalazły. Były zwyczajnie gumowate i trzeba było dość intensywnie używać szczęki, żeby sobie z nimi poradzić. Mając na uwadze kalmary, które jedliśmy 2 tygodnie wcześniej we Włoszech… to był naprawdę skok jakościowy – tamte były bardzo miękkie i kruche 🙂

Kolejnym daniem jakie nam podano było fritto misto – czyli owoce morza obtoczone w panierce typu tempura i smażone na głębokim oleju. Taka mała przekąska. Smakowało, choć te kalmary… jak już pisaliśmy powyżej trochę lipnie wypadły, reszta OK.

Po fritto misto na stół wjechała taglia wołowa. Tego typu dania lubimy, bardzo lubimy 🙂 W tym przypadku wołowina była bardzo soczysta i miękka. Możemy z czystym sumieniem polecić bo naprawdę warto.

Następnym daniem było cannelloni ze szpinakiem, ricottą i sosem pomidorowym – bardzo dobre danie. Kompozycja smakowa była zrównoważona, może takie dobre ponieważ cannelloni chyba nie da się popsuć i praktycznie zawsze smakuje.

Po cannelloni – kotleciki cielęce z Palermo. W tym przypadku ciężko nam się wypowiadać czy faktycznie z Palermo, ponieważ tam nie byliśmy, a kuchnia włoska jest dość zróżnicowana regionalnie. Jeśli chodzi o same kotleciki to były nawet OK, z naciskiem na „nawet”, ponieważ były odrobinę twardawe i przykładowo jeden kęs potrafiłem żuć przez kilka minut – niestety, choć smak dość dobry…. Tym sposobem, że lekko gumowate mogłem czuć go dłużej 🙂 Bardzo fajnie komponowało się z kotlecikami risotto z rozmarynem i octem balsamicznym. To super i naprawdę nie ma na co narzekać.

Na koniec zaserwowano nam spaghetti z owocami morza, w tym przypadku, jak i w poprzednich, kalmary zaburzyły całe wrażenia smakowe :/ Zwyczajnie gumowate i dość twarde. I znów porównując do tych, które mieliśmy okazję jeść we Włoszech pozostawiają dużo do życzenia. Poza kalmarami udane były krewetki. Całe danie uważamy za dość dobre, choć kalmary popsuły wszystko. Można je pominąć i z powodzeniem resztę zjeść.

Podsumowaniem dań obiadowych był deser, w ten wieczór mieliśmy do dyspozycji tiramisu i panna cotta. Jeden z najmocniejszym punktów i bardzo dobrych punktów. Dwa desery bardzo dobre 🙂

Podsumowując…
Ogólnie podsumowując Mercato, spodziewaliśmy się czegoś lepszego, choć nie było źle. Są pozycje w menu, które mocno stoją i się bardzo bronią smakiem i przygotowaniem, natomiast kilka rzeczy jest stanowczo do poprawienia – głównie kalmary. Kuchnia stanowczo musi popracować nad owocami morza, ponieważ mięso mają w miarę dobrze opanowane, a najbardziej taglię wołową 🙂 Na plus zasługuje spory wybór win włoskich, dzięki czemu można uraczyć się smakami winnic z południowej części Europy.

Wrażenia estetyczne lokalu bardzo pozytywne, w czystych i fajnych warunkach można zjeść szybki lunch lub posiedzieć dłużej przy kolacji. Do tego po jedzeniu, można dokonać jeszcze zakupów w iście włoskim stylu 🙂
