Czasem są takie miejsca, o których dużo się słyszy, widzi je na zdjęciach, filmach, w relacjach znajomych… a mimo to trudno uwierzyć, że na żywo robią aż takie wrażenie. Dla nas dokładnie takim miejscem było Caminito del Rey. Byliśmy tam osobiście podczas naszego wyjazdu do Andaluzji na przełomie stycznia/lutego i możemy powiedzieć jedno: to jedna z najbardziej niesamowitych tras spacerowych, jakie kiedykolwiek przeszliśmy. Jeśli planujesz pobyt w okolicach Malagi – ten punkt absolutnie powinien znaleźć się na Twojej liście.

Nazwa Caminito del Rey brzmi dumnie, trochę tajemniczo i zdecydowanie działa na wyobraźnię. W tłumaczeniu z hizpańskiego to „Ścieżka Króla”. Prawda, że od razu człowiek spodziewa się czegoś wyjątkowego? I nie jest to tylko chwyt marketingowy. Za tą nazwą kryje się bardzo konkretna historia.
Królewski spacer, który dał nazwę legendzie
Na początku XX wieku wąwóz El Chorro nie był atrakcją turystyczną. Był miejscem ciężkiej, technicznej pracy. W latach 1901-1905 zbudowano wąską ścieżkę biegnącą wysoko nad przepaścią, aby pracownicy mogli przemieszczać się między zaporami i elektrowniami wodnymi. Początkowo była to po prostu droga serwisowa – surowa, betonowa, funkcjonalna.
Wszystko zmieniło się w 1921 roku, kiedy trasą przeszedł Alfons XIII, król Hiszpanii. Władca pojawił się w El Chorro z okazji uroczystego otwarcia zapory Conde del Guadalhorce i właśnie wtedy przeszedł fragmentem tej kładki.
Od tego momentu miejscowi zaczęli nazywać ją „Caminito del Rey”, czyli „Ścieżką Króla”. I tak już zostało.
Idąc dziś trasą, bardzo często zobaczysz oryginalny Caminito tuż pod stopami – pęknięty beton, resztki dawnej drogi. Nowa konstrukcja została sprytnie poprowadzona obok i nad historyczną, dzięki czemu historia jest dosłownie „na wyciągnięcie wzroku”.


Caminito najlepiej „smakuje”, gdy idzie się wolno. Zatrzymuj się, oddychaj, patrz, aż zdjęcia same się robią.
Strach ma wielkie oczy
Im dalej, tym widoki stają się coraz bardziej filmowe. Wąwóz się zwęża, ściany skalne rosną, a rzeka gdzieś na dole wygląda jak cienka kreska. Są momenty, gdy cisza aż dzwoni w uszach, przerywana tylko wiatrem, krokami ludzi lub dźwiękiem przejeżdżającego pociągu odbijającego się w skałach jak echo. Tak, dobrze czytacie… pociąg w Caminito del Rey. W trakcie przejścia Caminito bardzo często go słychać oraz widać. Pociąg, przemieszczający się powolnie między ścianami skał, dodaje całej trasie filmowego klimatu. Niby drobiazg, a zostaje w pamięci.


Najciekawsze jest to, że strach stopniowo ustępuje… zachwytowi. Zaczynasz iść pewniej, zatrzymujesz się na zdjęcia, patrzysz w dal, a nie pod nogi. Aż w końcu dochodzisz do kulminacji – mostu wiszącego. Krótkiego, ale intensywnego. Kilka kroków, lekki ruch konstrukcji i to uczucie: „okej, to był moment”.
Na końcu trasy czuliśmy coś w rodzaju euforii. Trochę jak po dobrym górskim szlaku, zmęczenie, satysfakcja i myśl: dobrze, że tu przyszliśmy.
To kiedyś była jedna z najniebezpieczniejszych tras świata. Przez lata kładka niszczała. Beton kruszył się, barierki znikały, a miejscami zostawały tylko stalowe belki. W pewnym momencie Caminito del Rey trafiło na listy najbardziej ekstremalnych i niebezpiecznych miejsc na świecie – głównie za sprawą śmiałków i wspinaczy, którzy przechodzili trasę mimo zakazów.
Nasze wrażenia z Caminito del Rey
Pierwsze wrażenie to kilkusetmetrowy spacer skalnym tunelem wydrążonym w skałach, później przestrzeń, a następnie wejście już na skalne kładki. Nie będziemy ukrywać, bo lekki stres był. Już od pierwszych kroków, gdy patrzy się w dół przez drewniane i metalowe metalową kratownice pod nogami, serce bije szybciej. Ale to właśnie jest częścią tej przygody. Widoki są obłędne – surowe skały, głęboki wąwóz, turkusowa rzeka daleko pod nami. Trasa jest dobrze zabezpieczona – kaski, barierki, solidna konstrukcja. idzie się spokojnym tempem, bez pośpiechu, często zatrzymując się na zdjęcia. Trasa jest jednokierunkowa nie bez powodu. To nie tylko kwestia organizacji ruchu, ale też bezpieczeństwa i ochrony przyrody. Dzięki temu spacer jest płynny i spokojny – bez mijania się na wąskich kładkach. Jeśli jakaś grupa idzie przed Wami, są miejsca że można ją wyprzedzić.

Największe wrażenie zrobił na nas most wiszący na końcowym odcinku moment przejścia nad otwartą przestrzenią zapada w pamięć na długo. Polecamy z całego serca nawet osobom, które nie są fanami wysokości (my też do tej grupy się zaliczamy).
Kaski to nie formalność
Jest takie powiedzenie że regulaminy pisane sa krwią. Tak jest i w tym przypadku. Choć dziś trasa jest bezpieczna, kaski nadal są obowiązkowe. Nie ze względu na wysokość, a… spadające drobne kamienie. Natura w wąwozie nadal rządzi się swoimi prawami. Są wystające kamienie nad głową, coś może spaść z góry. Erozji skał się nie powstrzyma i nie oszuka. Jak to się mówi „safety first”.

Informacje praktyczne. Co warto wiedzieć!
- Długość całkowita: ok. 7-8 km
- Odcinek kładek: ok. 2,9 km
- Czas przejścia: 2,5-3 godziny (bez pośpiechu)
- Trudność: łatwa-średnia (bardziej emocjonalna niż fizyczna)
- Trasa jest jednokierunkowa – zaczyna się przy północnym wejściu i kończy w okolicach El Chorro. Po drodze są fragmenty leśne, tunele, kładki przyklejone do skały i wspomniany most.
- Czy warto z dziećmi? Starsze dzieci (kilkanaście lat) dadzą radę bez problemu, o ile nie boją się wysokości. Młodsze raczej też, ale to wszystko kwestia odwagi u dzieci. My z naszą córką w wieku 8 lat mieliśmy dobry fun 🙂
Niezbędnik:
Bilety – bardzo często wyprzedają się na kilka tygodni do przodu, szczególnie w sezonie wiosna-jesień. Najlepiej kupić je online wcześniej i mieć potwierdzenie na telefonie.
Biletów szukajcie na stronie: https://www.caminitodelrey.info/en
Pora dnia – najlepiej wybrać godziny poranne. Jest chłodniej, mniej tłoczno i lepsze światło do zdjęć. W południe i po południu bywa gorąco, zwłaszcza latem w Andaluzji.
Dobre buty – nie muszą to być buty trekkingowe, ale sportowe z dobrą podeszwą. Trasa ma metalowe kładki, kamienne ścieżki i bywa ślisko.
Coś do picia i do jedzenia – na trasie nie ma sklepów ani punktów gastronomicznych. Wystarczy mała butelka wody, szczególnie latem. Jedzenie tylko symboliczne, chociaż po drodze są miejsca ze stołami drewnianymi, przy których można sobie siąść z butelką wody, kanapką i podziwiać widoki. Jednymi słowy chill.
Jeśli masz lęk wysokości – da się przejść trasę, ale mentalnie warto się przygotować. Barierki są solidne, trasa bezpieczna, ale widoki robią wrażenie.
Wejście i wyjście – Caminito del Rey jest trasą jednokierunkową. Zaplanuj logistykę, czyli miejsce wejścia i wyjścia:
- zaparkuj przy wyjściu i dojedź shuttle busem do wejścia
- albo skorzystaj z pociągu (El Chorro)
Pogoda – przy silnym wietrze lub intensywnych opadach trasa bywa zamykana. Zawsze warto sprawdzić komunikaty dzień przed wizytą.
Kask – na wejściu dostaniesz kask ochronny (w cenie biletu). Nawet jeśli pogoda jest idealna. Nie wolno go zdejmować. Na wejściu zostaniesz też poinstruowany przez przewodnika.
Bez pośpiechu – przejście zajmuje zwykle 2,5-3 godziny, ale warto iść spokojnie, robić zdjęcia i przystanki. Najpiękniejsze widoki są w wąwozie Desfiladero de los Gaitanes.
Drony i kijki trekkingowe – zostaw w samochodzie lub w ogóle nie zabieraj:
- Drony są całkowicie zabronione!
- Kijki trekkingowe z ostrymi końcówkami również
- Plecaki XXL też nie są dobrym pomysłem. Wystarczy mały plecak w którym zmieścicie wodę, kanapkę i coś przeciwdeszczowego, na wypadek opadów.
Czy polecamy Caminito del Rey?
Zdecydowanie TAK! To nie jest zwykły spacer ani „kolejna atrakcja do odhaczenia”. To prawdziwe przeżycie, które zostaje w głowie na długo po powrocie do domu.
Jeśli jesteś w Andaluzji, w okolicach Malagi czy Rondy – nie wahaj się ani chwili. My byliśmy, przeszliśmy całą trasę i z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że Caminito del Rey to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widzieliśmy w Hiszpanii. Warto zaznaczyć, że Caminito del Rey nie jest dla każdego, ale jeśli lubisz miejsca, które wyciągają Cię z komfortu tylko na tyle, żebyś poczuł, że żyjesz, to jest dokładnie to!
My wyszliśmy z tej trasy pełni euforii, napompowani endorfinami, trochę rozczochrani przez wiatr, z pełną kartą pamięci i jednym wspólnym zdaniem „To było naprawdę coś mega fajnego.” I właśnie dlatego polecamy bez przesady, bez patosu, po prostu – z własnego doświadczenia 🙂
Jeśli planujesz wyjazd i masz pytania – daj znać. Chętnie podpowiemy z własnego doświadczenia w komentarzach poniżej 🙂
Galeria
Warto przeczytać: Andaluzja kulinarnie – gdzie dobrze zjeść w Maladze, Sewilli i Rondzie?













