Dziś dzielimy się z Wami miejscem, którego byśmy raczej nigdy nie odkryli gdybyśmy nie zostali do niego zaproszeni na kolację. Jedno z najciekawszych miejsc, jakie odwiedziliśmy w ostatnim czasie i bylibyśmy gamoniami gdybyśmy się tą miejscówką z Wami nie podzielili. Pałac Mała Wieś, bo taką nazwę nosi to miejsce, znajduje się dosłownie rzut beretem od Warszawy, tuż obok Grójca. Nie myślcie sobie, że słowo pałac kończy się na jednym zabudowaniu. Otóż nie moi mili… to niesamowity kompleks budynków, na który składa się wspomniany już XVIII-wieczny pałac, hotel, restauracja Stara Wozownia, nowa oranżeria, herbaciarnia i winiarnia. A niebawem powstanie jeszcze jeden potężnych rozmiarów hotel… Jeśli mamy być bardzo szczerzy to pobyt tam zrobił na nas kolosalne wrażenie.
Będąc tam, mogliśmy się choć przez chwilę poczuć jak Stanisław August Poniatowski, który ponoć również tam bywał. Pałac powstał w 1786 r. Został wybudowany przez Bazylego Walickiego, ówczesnego wojewodę rawskiego. Była to siedziba rodzin Walickich, Zamoyskich, Lubomirskich i Morawskich… tyle historii. Obecnie od 2013 roku jest w nowych rękach i stale odzyskuje pierwotny blask. Pałac przeszedł totalną renowację, co było inwestycją niebagatelną, a kompleks budynków stale się rozrasta, powstaje wspomniany już hotel. Do tego wszystkiego przynależy 30 hektarów pięknych ogrodów wraz ze stawem, po którym można nawet popływać łódką 🙂 Istny odlot!



Jak wspomnieliśmy zostaliśmy zaproszeni na kolację – degustację dań z jesiennej karty do restauracji Stara Wozownia, która znajduje się w jednym z budynków kompleksu Pałac Mała Wieś. Restauracja zrobiła na nas niesamowite wrażenie. Wystrój i przepych nawiązuje do lat świetności pałacu. Ma dwa piętra, na których mogą odbywać się niezależne spotkania. Zaproszono nas do dość kameralnej sali na I piętrze.



To tu mieliśmy okazję spróbować genialnych dań spod ręki szefa kuchni Zbigniewa Palucha, niegdyś również osobistego kucharza ambasadora Arabii Saudyjskiej.
W daniach serwowanych w restauracji Stara Wozownia najważniejszy jest produkt lokalny. I fakt, można to wyczuć w każdym daniu, które zostało nam zaserwowane. Wykorzystuje się tu dużo jabłek, z których zresztą Grójec i okolice słyną, były też gruszki, buraki, śliwki węgierki… dosłownie wszystko to, co jest w regionie pod ręką.
Kolacja składała się z 10 dań. Tak z 10! A pojemność żołądka ograniczona… ale spróbowaliśmy wszystkiego i nie żałujemy. Każde danie mega świetne, a połączenia smakowe bardzo trafione. Widać dbałość o najdrobniejsze szczegóły.
Jako pierwsze danie podano dwa amuse-bouche. Pierwszy w postaci galaretki z warchlaka i drugi to pesto z polskich suszonych pomidorów. Do tego chleb własnego wypieku i pieczywo z masłami smakowymi. Jako starter strzał w 10 🙂


Po amuse-bouche czas na konkrety 🙂 Zaczynamy od trzech przystawek.
Pierwsza przystawka w postaci marynowanych buraków z twarogiem z koziego sera, musem z jabłek grójeckich i buraków, marynowanej gruszki grójeckiej i praliny orzechowej.

Druga przystawka to pate z foie gras, brandy i konfitura z grójeckiej śliwki węgierki 🙂 Mega świetne!

Trzecia przystawka to tatar z polędwicy wołowej wraz z dojrzewającym serem i emulsją z jajka.

Stanowczo daniem, które zapadło w pamięci naszych kubków smakowych to barszcz… ale nie byle jaki barszcz, bo z jabłek. Tak drodzy Państwo… z jabłek… i też nie byle jakich bo grójeckich 😀 W końcu lokalizacja zobowiązuje 😀 Połączenie barszczu z jabłek z prażoną cebulą i palonym masłem zaskakujące i zwyczajnie rozłożyło nas na łopatki 🙂 Brawo, brawo, brawo! 🙂

Po barszczu podano nam coś na oczyszczenie kubków smakowych. Intermezzo: domowy sorbet z grójeckiej gruszki, mus z avocado i jabłka oraz dojrzewająca pancetta. Super wstęp do kolejnych dwóch dań głównych, a były nimi łosoś i gęsina.

Zaczynając od łososia eko z assiette z kalafiora, puree z selera. Ryba przygotowana idealnie. Soczysta a zarazem krucha. Pełna smaku. Danie uzupełniało risotto kalafiorowe i sos musztardowy beurre blanc. Zestawienie pozostawiające po sobie miłe wspomnienia smakowe 🙂

Drugim daniem głównym była gęsina, a dokładnie gęsie udko. Przygotowane techniką confit, czyli techniką bardzo adekwatną do miejsca, w którym mieliśmy okazję spożywać kolację. Technika confit to bardzo stary sposób konserwowania i przechowywania mięsa. Najpierw się je marynuje, a następnie gotuje w tłuszczu. Dzięki temu mięso jest pełne smaku, a jednocześnie bardzo soczyste i miękkie. I właśnie taka była gęsina 🙂 Do tego podana wraz z pieczoną dynią, pak choi, pomarańczą i sosem imbirowym. Genialna! 🙂

I na koniec nie można zapomnieć o deserze. To już 10 pozycja menu jaka zawędrowała na nasze stoły. Było to gatto z belgijskiej czekolady, krem pomarańczowy, karmelizowane orzechy i honey comb… Świetne zwieńczenie kolacji 🙂 Belgijska czekolada z resztą wymienionych składników to petarda. Byliśmy przejedzeni, ale i tak deser jeszcze udało się wcisnąć. Czapki z głów!

Kolacja mega udana. Smaki, które zostają zakodowane przez kubki smakowe, w szczególności barszcz z grójeckich jabłek, gęsina confit i deser. To wszystko przy świetnych winach, o które zadbał Rafał Borowski, manager restauracji. Po tym czego doświadczyliśmy nie dziwimy się, że Stara Wozownia została wyróżniona jako debiut roku poprzez Poland 100 Best Restaurants.
Restauracja to tylko namiastka tego, czego można doświadczyć w kompleksie Pałac Mała Wieś. To tu znajduje się rewelacyjna oranżeria z dwoma salami balowymi na 400 osób.

To tu znajduje się również herbaciarnia z kilkoma pomieszczeniami: herbaciarnia, pokój męski, tarasowy, wedutowy czy wreszcie karciany gdzie w małym zamkniętym pomieszczeniu postawiono tylko okrągły stolik i to wszystko. Każdy jeden wykończony z dbałością o detale. Na każdym kroku widać, że odwzorowanie lat świetności z zachowaniem klimatu epoki było priorytetem. Można poczuć się wyjątkowo. Jest też winiarnia… niesamowicie dobrze wyposażona w „winne perełki” z całego świata 🙂



Jest też hotel składający się z 4 oficyn, obecnie to 16 pokoi, ale urządzonych z przepychem. W 2018 roku planowane jest otworzenie nowego hotelu, który aktualnie „wychodzi z ziemi”. Znajdzie się w nim już trochę więcej pokoi… 120.


Szczerze? Gdyby nie zaproszenie, nawet byśmy nie wiedzieli o istnieniu takiej perły pod Warszawą. Przepych i inwestycja robią naprawdę wielkie wrażenie. Czy zima, czy lato naprawdę jest co robić. Pałac Mała Wieś wypisz wymaluj idealnie wkomponowuje się w ramy jako centrum konferencyjne, miejsce na wesela, przyjęcia, spotkania rodzinne czy zwykły relaks, a ogrody to niesamowity plener fotograficzny. Jeśli coś podobnego planujecie w najbliższym czasie, koniecznie zacznijcie od sprawdzenia tego miejsca… 🙂 Do tego dochodzi jeszcze jakość serwowanego jedzenia, które bije na łeb na szyję większość „topowych” restauracji. Co więcej… jeśli chcecie skorzystać z menu degustacyjnego, to można oczywiście odwiedzić pałac i skorzystać z dwóch opcji: 4 dania – 99 zł i 6 dań w cenie 139 zł. To naprawdę dobra opcja!