No i przyszedł czas na Brasserie Warszawska. Restauracja, do której robiliśmy przymiarkę już wielokrotnie, ale jakoś zawsze nie było nam po drodze. Tym razem się udało. Skorzystaliśmy z menu degustacyjnego jakie można wykupić w ramach Open Card. Takie menu to świetny sposób na poznanie kilku świetnych dań. Co ważne, menu degustacyjne w Brasserie Warszawska z Open Card nie jest stałe. Jest ono płynne i zmienia się dość często w zależności od dostępności danych produktów oraz sezonowości. Jeśli mamy być szczerzy, to dania które mieliśmy okazję jeść zwyczajnie nas pokonały, i to zarówno pod względem smaku, prezentacji, jak i pod względem ilości. Było tak smacznie, że nie sposób było cokolwiek zostawić. Zjedzone co do „okruszka”. Z Brasserie wytoczyliśmy się z przysłowiowym bananem na twarzy 🙂
Brasserie Warszawska to nie tylko restauracja, to styl bycia. W przeważającej części klienci to jednak zamożni goście. W sumie nic dziwnego, ceny nie są niskie ale za to w pełni akceptowalne mając na uwadze to co otrzymujemy na talerzach. Cena to również obsługa, która jest najwyższej klasy. Co chwila ktoś do nas podchodził z pytaniem czy wszystko OK itd… itd…
Podobnie jak my czuła się również nasza Tosia. Na szczęście dzień i pora, o której odwiedziliśmy Brasserie Warszawska pozwalała na odrobinę więcej luzu. Tosia mogła sobie nawet trochę pobiegać po restauracji 🙂
Ale do rzeczy… Głównie przyszliśmy jeść a nie oglądać, choć aspekt wizualny jest równie istotny. Brasserie Warszawska jest na tyle klasą samą w sobie, że wyglądu specjalnie nie trzeba poruszać. Jest adekwatny do jakości restauracji, a ona jest naprawdę najwyższego rzędu.

Co otrzymaliśmy w ramach menu degustacyjnego z Open Card? Menu degustacyjne składa się z 5 dań. I tak na naszym stole zaczęły pojawiać się pierwsze dania, ale przed tym a zaostrzenie apetytu i jako czekadeło pojawia się chleb wypiekany na miejscu.

Na start poszła sałatka Waldorf z selerem, serem Roquefort, winogronami i cieniutkimi plasterkami trufli 🙂 Danie nieziemskie. Porcja jak na start bardzo obfita, ale przede wszystkim bardzo bogata w smak. No i ta trufla… jej aromat czuliśmy już w momencie wnoszenia dań na salę 🙂

Następnie zaserwowano nam pierogi ruskie z jesienną truflą, wędzonką i kwaśną śmietaną. Niby pierogi, ale podane i przygotowane w bardzo wytworny sposób. Jako przystawka danie również świetne. W porcji dostajemy trzy pierogi, między nimi kleks śmietany. Całość zalana consomme cebulowym. Na pierwszy rzut oka sam pietyzm, z jakim wykonano pierogi już mówił że będzie dobrze. I tak też było. Pierogi rozpływały się w ustach. No i ta jesienna trufla… tak jak pierogi rozpływały się na języku, tak i my rozpływamy się nad nimi 🙂

Czas na dania główne… Łosoś Label Rouge z sosem buerre blanc z pomidorami, szczypiorkiem . Do tego gotowany na parze kalafior 🙂 Całość domykało ciastko francuskie 🙂 Łosoś przygotowany w punkt, kruchy i wilgotny, kalafior gotowany, ale również lekko przysmażony. No i to ciastko francuskie, które nadawało daniu chrupkości 🙂 Mega!

Jako danie mięsne zaserwowano nam pulardę z kalarepą, duszoną szalotką, śliwkami i Foie Gras. Pularda, czyli pierś młodej kury bardzo soczysta i miękka. Prawdę mówiąc pulardę jedliśmy po raz pierwszy w życiu. Jej smak i konsystencja nieporównywalna z piersiami kurczaków dojrzałych. Koniecznie warto chociaż raz w życiu spróbować 🙂 Świetnie przygotowana kalarepa bardzo przypominająca na talerzu ziemniaka. Kolejne danie, które bardzo trafiło w nasze kubki smakowe.

I teraz pora na danie bezmięsne. Poprosiliśmy o takowe i nasze życzenie zostało spełnione. Podano nam serce karczocha z topinamburem i majonezem śliwkowym. O jakie to było dobre! Nic a nic nie brakowało nam mięsa w tym daniu. No i jak już przyszło na jesień w Brasserie, to danie nie mogło się obejść bez trufli 🙂 Każdy element układanki pasował do siebie wyśmienicie. Brawo! 🙂

No i na koniec to, co już nas dobiło totalnie. Deser „Marakuja”. Na stole pojawiła się kula z cieniutkiej czekolady spoczywająca na kruszonce.
Długo się widokiem nie nacieszyliśmy… kelner przeciął kule na pół i wtedy deser pokazał swe prawdziwe wnętrze wypełnione marakują. O jakie to było dobre 🙂 Nie sposób było zostawić chociażby ziarenka kruszonki 🙂 Po nim już się dosłownie wytoczyliśmy z Brasserie 🙂

Podsumowanie:
Jakie wrażenia? Bardzo, ale to bardzo pozytywne, zresztą czego spodziewać się po restauracji z taką klasą i taką renomą? Niestety przekłada się to na ceny. Ceny są wysokie. Przykładowo przystawka w postaci pierogów ruskich w karcie regularnej to koszt 39 zł., Łosoś Label Rouge to koszt 72 zł. Jakby tak kompletować i wyceniać wszystko to, co zjedliśmy to znacznie przewyższyłoby koszt menu degustacyjnego w ramach Open Card, dlatego ta opcja jest bardzo dobrą alternatywą 🙂 Jeśli chodzi o obsługę to bardzo wysoki poziom 🙂 Ogólnie podsumowując dania na najwyższym poziomie.
Nasza ocena Brasserie Warszawska:
Smak
Ceny
Obsługa
Atmosfera
Jak trafić do Brasserie Warszawska
Wpis opracowany przy współpracy z: