Przyzwyczailiśmy się do tego, że dobre restauracje kosztują i bez grubszego portfela lepiej się do nich nie zapuszczać. Taką restauracją jest bez wątpienia Marconi w Hotelu Bristol. Restauracja nie należy do najtańszych, ale za to rekompensuje jakością serwowanych dań. Jest bardzo dobrze i bardzo smacznie… to tak w skrócie. Ostatnim razem skorzystaliśmy z dobrodziejstwa Restaurant Week i wybraliśmy się na specjalnie przygotowane pod to wydarzenie menu. Szczerze? Restaurant Week to świetna okazja żeby wybrać się do naprawdę drogich i świetnych restauracji i wydać naprawdę niewiele. Za pełny zestaw (przystawka/danie główne/deser) zapłacimy praktycznie jak za samą przystawkę, czyli 39 zł. Jak sami widzicie naprawdę warto skorzystać.
Na wstępie może o samej restauracji i jej lokalizacji. Marconi mieści się w budynku Hotelu Bristol, a ten przy Krakowskim Przedmieściu. Sama lokalizacja wręcz krzyczy „tanio nie będzie”. Ale jednak było 🙂 No ale to za sprawą okazji z jakiej skorzystaliśmy. Przekraczając próg restauracji w oczy rzuca się luksus i elegancja. Przytłumione światło, fortepian, bar… Przechodzimy do kolejnej sali, w której zarezerwowaliśmy stolik. Tu podobnie – stłumione światło, przyjemna atmosfera, szeroko rozstawione stoliki dzięki czemu można zagwarantowana jest intymność, można swobodnie porozmawiać, bez strachu, że ktoś zaraz będzie się o nas ocierać. Stół bardzo elegancki, obrusy i serwetki pachnące czystością.
Obsługa na najwyższym poziomie. Począwszy od samego wejścia do restauracji, kiedy wręcz do nas doskoczono aby odebrać wierzchnie odzienie, po zaprowadzenie do konkretnego stolika i przyjęcie zamówienia. Kelnerzy na każde skinienie, wystarczył krótki kontakt wzrokowy aby ktoś w chwili pojawił się przy stoliku.
Ale do rzeczy… co mieliśmy okazję spróbować w Marconi w ramach Restaurant Week?

Do wyboru były dwa zestawy i takie zamówiliśmy. Przystawka 1 – tatar z pomidorów, przystawka 2 – terrina z golonki, danie główne 1 – wolno pieczona rolada z kurczaka kukurydzianego, danie główne 2 – gnocchi ziemniaczano – buraczane i deser: orzechowo – czekoladowe brownie.
Coś na ząb…
Jak przystało na restaurację tej klasy, podano nam na wstepie coś małego na ząb, tak na czas oczekiwania na zamówienie. Było to pieczywko w postaci bułek i masło.

Przystawka 1
Tatar z pomidorów, pesto, oliwa z oliwek, ocet balsamiczny. Danie wegetariańskie. Bardzo przyjemne a zarazem wyraziste w smaku. Tatar wykonany był z drobno poszatkowanych suszonych pomidorów. Jak to przystało na tatara danie uzupełnione o tradycyjne dodatki – cebulkę (w tym wypadku czerwoną) czy ogórka. Bardzo miły dodatek to chlebek. Super.

Przystawka 2
Przystawka, która bardzo rozochociła kubki smakowe. Świetna kompozycja smaków. Z jednej strony terrina, z drugiej zaś foie grass (pasztet z kaczej/gęsiej wątróbki) Danie, które poza świetnym smakiem, bardzo ciekawie wyglądało na talerzu. Do tego świetna konfitura z gruszki gotowanej w grzanym winie. Na talerzu można było znaleźć grzyby, szalotki i tosta 🙂

Danie główne 1
Wolno pieczona rolada z kurczaka kukurydzianego. Kurczak bardzo ciekawy w smaku. Bardzo soczysty o żółtawym odcieniu (niestety zdjęcie tego nie oddaje). Kurczak w parze z zapiekanką z warzyw korzennych, borowikami, marynowaną cebulą i świetnym sosem z czerwonego wina Cabernet Sauvignon. Danie kompletne, bardzo sycące! Porcja naprawdę duża.

Danie główne 2
Kolejnym daniem były czerwone „włoskie kopytka” czyli gnocchi ziemniaczano – buraczane. Gnocchi miękkie, ugotowane w punkt, uzupełnione o przepyszne buraki glazurowane sosem balsamicznym , posypane kruszonką z koziego sera i ziarnami dyni. Danie bardzo, ale to bardzo przyjemne smakowo, a mówią to prawdziwi burakożercy 🙂

Deser:
Na koniec oczywiście coś słodkiego, coś co nas „dobiło” smakowo i ilościowo, coś po czym już praktycznie wytoczyliśmy się z restauracji… bardzo orzechowe i bardzo czekoladowe brownie. Do tego domowa gęsta śmietana, jedwabne lody waniliowe i przyjemnie chrupiąca w zębach kruszonka z orzechów laskowych. Danie, które również nie tylko smakowało, ale i rewelacyjnie wyglądało 🙂

Podsumowanie
Restauracja nie jest tania, ale jeśli chcecie spróbować smaków jakie serwuje, to spokojnie warto skorzystać z dobrodziejstwa Restaurant Week. 39 zł za zestaw to jest bardzo dobra cena jak na jedzenie, w takim miejscu jak Marconi. Smaki, które oferuje restauracja są świetnie skomponowane i zróżnicowane. Można znaleźć dania nie tyko mięsne ale i wege, jak to było w naszym wypadku. Porcje „zacne” i na pewno głodni nie wyjdziecie 🙂 Świetna lokalizacja, bo w hotelu Bristol przy Krakowskim Przedmieściu. Dużo klienteli zagranicznej, z jednej strony mieszkańcy hotelu, z drugiej zaś strony turyści spacerujący po Trakcie Królewskim. Obsługa świetna, podobnie z sama atmosferą, też nie ma się do czego przyczepić. Lokal świetne pasujący na spotkania biznesowe i kolacje we dwoje przy świecach. Nie zawiedziecie się. Idźcie i jedźcie 🙂