To mój pierwszy raz z tepache i muszę przyznać, że efekt totalnie mnie zaskoczył. Szczerze? Nie sądziłem, że ten napój wyjdzie aż tak ciekawy w smaku. Lekko fermentowany, orzeźwiający, z naturalną słodko-kwaśną nutą ananasa, coś pomiędzy domową lemoniadą a delikatnym kombuchowym klimatem. Co najlepsze, przygotowanie jest banalnie proste. Bez zbędnych kombinacji, bez specjalistycznego sprzętu, bez stresu. Kilka składników, słoik, trochę cierpliwości i dzieje się magia.
Tepache to jeden z tych napojów, które idealnie wpisują się w klimat Meksyku: prosty, naturalny, lekko fermentowany i niesamowicie orzeźwiający. Co najlepsze – robi się go praktycznie „z odpadków”, bo bazą są… obierki z ananasa. Zero waste w najlepszym wydaniu i smak, który totalnie wciąga.
Składniki tepache (ok. 2 litry)
- 1 dojrzały ananas (ze skórą – bardzo ważne!)
- 2 litry wody
- ok. 1 szklanka (150-250 g) cukru trzcinowego (w Meksyku używa się piloncillo – to taki ichniejszy cukier trzcinowy) – w zalezności jaką słodkość preferujecie
- 1-2 laski cynamonu
- opcjonalnie: 2-3 goździki i/lub kawałek imbiru
Przygotowanie tepache
Całość zaczyna się od dojrzałego ananasa. Odcinam górę i dół, stawiam go pionowo i ścinam skórkę, prowadząc nóż po jego naturalnym kształcie. Obierki od razu trafiają do dużego, wyparzonego słoja. To one odpowiadają za charakter całego napoju. Ananasa kroję wzdłuż na cztery części, wycinam twardy rdzeń i również dorzucam go do słoja. Sam miąższ zjadam lub odkładam na później, bo świetnie sprawdzi się do deserów, smoothie albo na grilla.
Do słoja wsypuję cukier, zalewam wszystko wodą i dokładnie mieszam. Słoik zakręcam luźno, co jest bardzo ważne, i odstawiam w miejsce z dala od bezpośredniego słońca. Przez kolejne 3 do 5 dni, przynajmniej dwa razy dziennie, delikatnie poruszam słojem, żeby wszystko się połączyło, i lekko odkręcam pokrywkę, pozwalając ujść nagromadzonemu gazowi (WAŻNE!).
Po kilku dniach przy powierzchni zaczynają pojawiać się drobne bąbelki. To znak, że fermentacja ruszyła. Od tego momentu warto próbować, bo im dłużej tepache stoi, tym robi się bardziej wytrawne i lekko alkoholowe.

Gdy smak jest dokładnie taki, jak lubię słodko-kwaśny, świeży i delikatnie fermentowany, przenoszę słój do lodówki. Chłód spowalnia proces i stabilizuje smak, choć od czasu do czasu nadal warto delikatnie „poruszyć” słoik i popuścić zakrętkę.
Tepache najlepiej wypić w ciągu dwóch tygodni. Podaje się je dobrze schłodzone, najczęściej z listkiem świeżej mięty lub plasterkiem limonki. W upalne dni to absolutny sztos. Meksyk w szklance, bez biletu lotniczego.